28.09.2012

Mateusz Pieniążek, Sussurri e voci (33 poesie)



Mateusz Piniążek
Ogni poeta ama principalmente se stesso
E le sue poesie sopra ogni altra cosa
Non sopporta gli altri poeti
Ad eccezione delle poetesse
I cui corpi traduce in bollenti versi erotici d’amore

E ama questi versi ancor più
Ma dopo se stesso



*

Sussurri e voci


Mateusz Pieniążek, poeta polacco, è un mio amico da circa trent'anni. Recentemente, con P. Pisani e C. Mercuri, abbiamo tradotto una trentina delle sue poesie che sono state pubblicate nella raccolta bilingue Sussurri e voci, Kraków, Miniatura 2011. 

Clicca qui per leggere tutte le poesie in italiano e in polacco.





22.09.2012

Cyprian Norwid, Il pellegrino


C’è uno stato sopra tutti gli stati
Che s’innalza come una torre sopra casupole
Rompendo le nuvole…

Voi pensate che io non sia un Signore
Perché la mia casa è mobile,
Fatta di pelli di cammello…

Ma io mi sono radicato nel grembo del cielo
Che mi rapisce l’anima
Facendone una piramide!

E ho tanta di questa terra
Quanto ne copre il mio piede
Finché cammino!...

11.09.2012

Dawid Maria Turoldo, 10 wierszy


 

Oboje czuwamy


Każdej nocy oboje czuwamy
nic do siebie nie mówiąc i słysząc
jedynie bicie zegara:

ty jednak mnie widzisz
a ja ciebie nie
jakże to niesprawiedliwe!

Tak to nawet dzień stał się nocą.

I jedynie kukułka
znaczy godziny
swym śpiewem.

*


Jeszcze


Nie obraża cię
to moje codzienne grzeszenie:

ono jedynie mnie upokarza
upadla
wyniszcza

a ty nie możesz
nie czuć żalu.

*


Cóż myślisz


Cóż myślisz o mnie, o Panie?

Bardziej ze smutku płaczę niż ze strachu
w obliczu razów niezliczonych
gdy ciebie zawiodłem.

Ty zaś już wcześniej w ukryciu mi mówiłeś
to o czym dopiero po fakcie wiemy
że każda przewina zawiera już w sobie swój żal.

                        Ty przecież nigdy
nie możesz radować się karząc.

*

 

Także proch


Nawet poecie najdroższemu tobie
nie udało się wypowiedzieć prawdy:
iż rzeczy – jeżeli cofniesz swój oddech –
natychmiast w proch się obracają:

lecz nieskończonym jest proch
na skraju Nicości.

*

Choć jeden poeta


Choć jeden poeta niech będzie
w każdym klasztorze:
ktoś kto by opiewał
szaleństwa Boga.

Miasto bowiem nie zna już śpiewu
ulice hałas rozwrzeszczał
i nawet gdzie jeszcze
            zdaje się przebywać cisza
            panuje jedynie niema nieobecność.

Lecz przecież gdzieś
Ty musisz być, o Panie.

*


Powtarzam


Noc jest mym światłem i moją radością
prawdziwa wiara to nie znać Ciebie
wiem jedynie że Ty mnie znasz
uczyń mnie więc kim jestem.

*


Noc pierwsza


Pada i ciemna jest noc. Kohelecie.
Przyjacielu prawd wzniosłych,
wiem dlaczego się nie zabiłeś,
bo nawet umrzeć było marnością.

Zostało ci odmówionym poznanie
prawdziwego sensu dręczącej Nicości:
Nicości o której nie wiesz czy niczym jest
czy snem, widzeniem, powiewem, czy może
ciepłym tchnieniem życia.
Śmierć bowiem i życie nierozdzielnymi są.

Tak jest. Pod słońcem. Lecz ponad?

                                               O Kohelecie.

*


Noc druga


Pada i jeszcze ciemniejszą stała się noc. Kohelecie.
Przyjacielu prawd wzniosłych,
nawet o sobie nie potrafisz powiedzieć
czy wiara i jaka
oświeca ci czy zaciemnia myśl.

Nie jesteś pewien żadnej z prawd,
gdyż słowa ogałacają.
Mniej jeszcze przydatnym ci Rozum:
nie jest on blaskiem który by rozjaśniał
przestrzenie zwątpienia: jest bowiem prawem
że Rozum zaprzecza sam sobie.

Wierzyć więc w co

                                   O Kohelecie?

*


Noc trzecia


Przyjacielu prawd wzniosłych, Kohelecie.
już za twoich czasów zmęczone były słowa:
„na próżno – mówiłeś – człowiek ich używa”.
Nic nowego pod słońcem.

A mimo to: „Oka nigdy nie nasyci patrzenie,
ni ucha nie nasyci słuchanie...”

Próżnym jest więc i twoje mówienie?
„Słowa Koheleta”, in capite: czyli ciebie,
latarnio mądrości,
powolnie ogarniasz cały horyzont
czterech stron świata.
Lecz my, w świętym zgromadzeniu, mówimy
„Oto Słowo Boże” także o tobie.

Wzywając imienia Niewymownego
które sobą ogarnia także twoje słowo
co teraz się staje śpiewem zastygłym
niczym grobu milczenie:

imię naszego Boga
także Nicość wypełnia

                        O Kohelecie
                                  
*


Noc czwarta

Pomóż mi teraz zrozumieć, Kohelecie,
dlaczego nigdy nie wybiegasz nad słońce:
to rozum cię niewoli,
ów pierwszy całego świata Empiryk.

Czy o wierze mówisz tylko po to
by ukoić „maluczkich”? Lęk
by nie być osądzonym przez lud
nakazuje ci mieć się na baczności?

Niestety, bez samogłosek pozostaje dla ciebie
Ognisty Tetragram:
a ponad słońcem nie ma nikogo!

Wystarcza ci, dla twego zbawienia, gwarancja
owych „ha-Elohim” pogan,
istota twego wszechświata,

                                               o Kohelecie.


Dawid Maria Turoldo (1916 – 1996) to ważna postać włoskiego kościoła i włoskiej literatury XX wieku. Był kapłanem katolickim i członkiem zgromadzenia Sług Maryi, cenionym kaznodzieją i płodnym poetą, zakonnikiem zaangażowanym w problemy świata i pisarzem, którego teksty do dnia dziesiejszego cieszą się wielką poczytnością. Przetłumaczone tu wiersze pochodzą z tomów Pieśni ostatnie (1991) i Moje noce z Koheletem (1992).

30.03.2012

Lu Ji, Sztuka pisania (fragment)

Prolog

Gdy czytam dzieła mistrzów,
            obserwuję, jak działa ich umysł,

Jak niezwykle i na różny sposób
posługują się słowem i układają zdania.

Zawsze można u nich odróżnić
            piękno od brzydoty i dobro od zła.

Wiem, że dochodzi się do tego pisząc
a potem  korygując wielokrotnie rzecz raz napisaną.

Obawiamy się, że nasze idee nie odpowiadają rzeczom,
            a słowa w pełni nie oddają sensu.

Teoretycznie łatwo to zrozumieć,
            w praktyce jednak jest to niezwykle trudne.

Napisałem ów poemat o sztuce pisania
            biorąc starożytne dzieła za wzór dobrego i złego pisania.

Może pewnego dnia ktoś powie,
            że trafnie wyraziłem arkana tej sztuki.

Gdy siekierą wycina się rękojeść siekiery,
            wzorzec ma się na podorędziu.

Każdy jednak pisarz odkrywa inne arkana swej sztuki
            i z trudem dobiera odpowiednie słowa.

To, co zdołałem wyrazić na ten temat słowami,
            zawarłem w tym poemacie.





I. Pierwszy impuls

Stojąc pośrodku wszystkich rzeczy tego świata
            i zapatrując się w ciemność,

Pisarz żywi swoje uczucia i myśl
            wielkimi dziełami przeszłości.

Z zadumą obserwuje
mijanie czterech pór roku;

Odkrywa tajemnicze związki między wszystkimi rzeczami
            i nieskończoną ilość dróg, po których toczy się życie.

Płacze nad liśćmi zerwanymi okrutną ręką jesieni
            i raduje się każdym delikatnym pączkiem wiosny.

Zimowy chłód mrozi mu serce,
            a letnie obłoki napełniają je zachwytem.

Recytuje słowa wybitnych twórców
            i wychwala wspaniałość dawnych mistrzów.

Przegląda pisma klasyków,
            zachwycając się pięknem ich formy i treści.

Poruszony tym wszystkim rozwija papier i bierze do ręki pędzel,
            by stworzyć poemat.



II. Początek


Z zamkniętymi oczami wsłuchuje się w swe wnętrze,
            zagubiony w myślach i pytaniach;

jego duch bieży na osiem stron świata,
            a myśl wzlatuje w bezkresne przestworza.

Lecz właśnie wtedy jego wewnętrzny głos się uwyraźnia
            i idee jasno odróżniają się jedna od drugiej.

Słowa sączy jak słodkie wino
            delektując się brzmieniem każdego z nich.

Jest to jak żegluga po błękitnej tafli jeziora
            lub zanurzenie się w głębiny czystych wód.

Z trudem wynosiły stamtąd żywe słowa,
jakby z głębin wyciągał rybę schwytaną na wędkę;

słowa jasne, niczym ustrzelone w locie ptaki,
            spadające z sunących po nibie obłoków.

Zbiera wersety zagubione przez pokolenia minione
            i rytmy zapomniane od tysięcy lat.

Więdną kwiaty, które rankiem rozkwitły
            i otwierają pąki zbudzone o zmierzchu.

Przez moment wczoraj i dziś się mieszają,
            przez mgnienie oka trwa chwila wieczna.



III. Dobieranie słów
 
Dobierając słowa porządkuje swe idee i myśli,
            a każdy wybór czyni starannie i z gustem.

Mroczne idee rozjaśnia światłem rozumu
            i szuka pierwszego dźwięku echa.

To tak jakby po gałęzi dochodzić do liścia drżącego na wietrze
            lub pod prąd podążać do źródeł rzeki.

Pisarz stara się rozjaśnić ciemności,
raz więc rzeczy trudne czyni prostymi, innym razem sprawy proste komplikuje.

Na widok tygrysa milką inne zwierzęta,
            a smok sprawia, że ptaki w przerażeniu wzlatują.

Czasami pisze płynnie i z łatwością,
            czasem zaś idzie mu to z trudem i jak po grudzie.

Rozjaśnia swe myśli i skupiając umysł
            nadaje rzeczom odpowiednie słowa.

Niebo i ziemię zamyka w formę słowa,
            i tysiące rzeczy spływa z jego pędzla.

Na początku pędzel jest twardy i suchy i słowa spływają zeń opornie,
            zmoczony jednak szybko mięknie, a słowy niemalże same się piszą.

Prawda jest jakby pniem drzewa,
            jednak to styl okrywa go piękną koroną liści.

Uczucie i sposób wyrazu idą zawsze w parze,
            stąd każdą zmianę emocji można odczytać na twarzy.

Gdy pisze o rzeczy radosnej, ma uśmiech na twarzy,
            gdy mówi o bólu, wzdycha w zatroskaniu.

Czasami słowa układają się same, bez trudu,
            czasami siedzimy w milczeniu, gryząc pędzelek.

Lu Ji (261-303); tłumaczyłem na postawie angielskiego i włoskiego przekładu.